|
|
piątek, 15 grudnia 2006
hurt- Johnny Cash
Dni mijały, tygodnie, trzy miesiące w nowej pracy. Przyzwyczajenie do nowego miejsca i zwątpienie, czy ja się do tego nadaję. Najbliższe dni pokażą. Najbliższe tygodnie pokażą też coś ważniejszego- okaże się, co z moim zdrowiem. Nie mam sił. Wokół mnie mnóstwo krwi. Nie potrafię ubrać w słowa, jak bardzo się źle czuję. Nie potrafię ubrać w słowa, jak się boję odkąd wiem, że fragment mojego ciała trzeba wyciąć...
czwartek, 28 września 2006
Gold Lion
yeah yeah yes.... slucham glosno muzyki- bo tak rozladowuje stres. rozmowa. etap 2. nie mam sil. czuje sie wypluta. wymieta. nie mam sil. wszystko, co promienne, co sloneczne, co przywiozlam ze soba z Pragi, zostalo we mnie zniszczone. nie mam sil. jakbym byla mlodsza, moze swietnym odreagowaniem sie bylby alkohol. ale juz nie teraz. poza tym, jaki wzor dalabym kotu w domu???siedze, slucham Karen O yeah yeah yes. dochodze do wniosku, ze chcialabym byc Karen O...I know, what I know..... ciagle mysle o mojej wizycie na cmentarzu. Jak poprosilam Misze, zeby zatrzymal sie, poszlismy na cmentarz. na grob tej dziewczyny. corki mojej klientki. mojej bylej klientki- przeciez nie ma juz sklepu. i jak bezblednie znalazlam jej grob, chociaz nigdy przy nim nie bylam. caly zarosniety bialymi begoniami. i odchylilam kwiaty. i zobaczylam, ze ona ma tego dnia urodziny. mialaby 33 lata. Moniko, nie zapomne o Tobie. oczywiscie Misza powiedzial, ze to przypadek.
poniedziałek, 18 września 2006
powrot z Pragi- tej nad Wełtawą
wrocilismy z Pragi. Czeskiej- rzecz jasna. Wrocilismy najedzeni, syci opaleni i szczesliwi. Postawilam sobie za punkt honoru schodzenie Pragi wzdluz i w szerz, i sie udalo. szczesliwie blisko apartamentu mielismy fantastyczna knajpe. niestety pracowaly tam trzy przyjemnej urody mlodziutkie Czeszki, zalozmy, ze Prazanki- lubie slowo Prazanin, jest takie sloneczne, troche z Kundery, troche z Hrabala, troche z lekcji w liceum. ok, a wiec niestety dla mnie, bo na pewno nie dla mojego slodkiego meza zwanego potocznie Misza, pracowaly tam wyzej wymienione. slodki maz- zwany potocznie- robil slodki dziubek jak ktora podchodzila i dopytywala, czy dobreee byloooo? i czy coooos podaaaaac????moze piwooo?? nawet widzialam, ze nie boli go serce przy zostawiamiu napiwku. slowem sytuacja zrobila sie powazna, zrozumialam- pora wracac, chociaz poczatkowo planowalam naciagnac slodkiego meza na dzien, moze dwa dluzej. Pod pretekstem mojej tesknoty za kotem i wracalismy, ze az milo. zegnajcie Prazanki i Prazanie.
wtorek, 08 sierpnia 2006
deszczowa piosenka
zdecydowanie jestem jesienna dziewczyna. ale niekoniecznie w sierpniu. nie wiem jak to mozliwe, ale jest mi niedobrze, od deszczu rzecz jasna. pada i nic ekscytujacego sie nie dzieje sie. pije herbate- tym razem czarna zurawinowa, z malymi kuleczkami wrzosu. uwielbiam. dzis znowu pocwicze ruszanie samochodem. niemozliwe, zeby to bylo tak trudne. przeciez setki, tysiace a nawet miliony ludzi robia to kazdego dnia. codziennie. kilka razy dziennie. ale nie JA! wczoraj cofalam. a najslodszy mezu zwany potocznie Misza kazal mi przy tym patrzec do tylu. -Ale jak?- krzyczalam - przeciez musze tu dusic sprzeglo-hamulec-gaz i trzymac kierownice!i mam jeszcze patrzec do tylu???!!!!!!!!! ile na raz????????? ratunku!!!!!!! czy sa jakies inne mozliwosci???
środa, 02 sierpnia 2006
sprzeglo-hamulec-gaz
nie do wiary. wczoraj pierwszy raz w swoim 30-letnim zyciu siedzialam za kierownica. wyjechalismy w tym celu z mezem- zwanym potocznie Misza- na pole. nasze pole. w sensie, ze jego pole. cale 4 hektary do mojej wlasnej, prywatnej dyspozycji. rozpedzilam sie jak szalona- cale 30 km/h!!!! ale mialam wrazenie, ze to wiatr we wlosach. normalnie cos na ksztalt amerykanskiego filmu drogi... oczywiscie nie umiem ruszac, ale co tam, naucze sie!!!! napisalam z wrazenia sms do starszego pana, zwanego potocznie starym repem, (z ktorym juz rozmawiamy)ze jechalam, ze jestem bomba, prawie atomowa. a on mi na to, ze najlepiej, jakbym po pierwsze ubezpieczyla sie- koniecznie u niego, a po dwa cwiczyla na jakims polu... no no, jaki on przenikliwy....
wtorek, 25 lipca 2006
de-ko-lo-ry-za-cja
dekoloryzacja. trudne slowo. ciezka sprawa. mam to teraz na glowie. w sensie, ze od soboty. i jestem blondynka. i chodze ze spuszczczona glowa. JA chodze ze spuszczona glowa. jak jakis fleming albo co. przeciez ja nie jestem blondynka. oczywiscie zdarza mi sie nia byc. czasem mowie- pojdzie pan na lewo. i on idzie na lewo i jest to inne lewo niz mialam na mysli. to jest odwrotne lewo. poza tym jestem brunetka. zrobilam sobie ku- ku. ku ku ku ku .
piątek, 21 lipca 2006
T/TIME
czas na zielona herbate okolo poludnia. wchodzi dziewczyna. milczenie. no tak, to nie jest moj szczesliwy dzien, nie uslysze z jej ust magicznego dzien dobry. milczymy. nagle pada pytanie - co to jest? - krowa do mleka. - jakiego mleka???? - takiego bialego. zdziwienie na jej twarzy. w oczach pojawia sie wysilek. blagam nie mysl, nie mysl, jeszcze znikniesz. albo zemdlejesz... pora na zielona herbate. dla mnie na upaly swietna z limonka i mieta.
hmmm
wrocilam do domu mocno z siebie zadowolona! przeciez tyle spraw mi sie poukladalo w myslach i w uczynkach! Maz zwany potocznie Misza jeszcze nie wrocil. HA! ale go zaskocze! kiedy w koncu wczlapal po 12 godzinach ciezkiej pracy, stanelam naprzeciwko niego wielce zadowolona i z lekka tajemniczo usmiechnieta - a wiesz, gdzie dzisiaj bylam???- zapytalam go nieco wyzywajaco, majac na mysli oczywiscie najblizszy osrodek szkolenia kierowcow. misza patrzyl na mnie badawczo, przez jego twarz przewinal sie ciezki proces myslenia. nagle sie domyslil i usmiechnal - w solarium?! no co za dziad wstretny....
czwartek, 20 lipca 2006
nowe zycie
wczorajszy dzien skonczyl sie katastrofa, tzn katastrofalnie wielkimi lzami polączonymi ze smarkaniem. zamknelam sie w sklepie, przekrecilam zamek i schowalam sie za lada. na szczescie to moj sklep. gorzej, jakbym to zrobila w cudzym. wtedy rzeczywiscie mogly by byc klopoty. tak wiec siedzialam skulona za lada i ryczalam jak nie przystoi podstarzalej babie. po dziesieciu minutach zaczal mnie bolec tylek- no coz, nie siedzi sie za wygodnie na plytkach. rozlozylam sobie wiec worek jutowy, ktory zanim zostal zaszczycony moim tylkiem, mial w sobie z 20 albo i wiecej kilo kawy ziarnistej. arabiki. w tej niewygonej pozycji doczekalam sie az wszedl moj prywatny maz, zwany potocznie Misza. usiadl obok mnie i tak mu przekazalam wszystkie bole tego swiata: poklocilam sie z Ewi, mam 30 lat, zmarszczki wokol ust, sklep, ktory funkcjonuje dobrze albo zle (i niestety obecnie jest przewaga zle), fryzjer Lukasz mnie nie odwiedza ostatnio- a ma najladniejsze niebieskie oczy w okolicy, powiedzialam panu Z (zwanym potocznie starym repem) po 4 latach dziwnej znajomosci-bo ni to przyjazni, ni to nie wiadomo co, ze ma znikac z mojego zycia. Kazdy by w koncu sie poplakal. ale dzis dzis zaczynam nowe zycie. po pierwsze- poszlam do lekarza po drugie- wyslalam pierwsze CV od 4 lat! oczywiscie nie obylo sie bez popelnienia glupoty. wyslalam go z firmowej skrzynki. taa, bo po co z prywatnej??? a niech wiedza, ze jestem popieprzona! i roztrzepana!jak napisalam w liscie motywacyjnym? jestem osoba silna psychicznie- taaa, rycze pod lada, zdeterminowana- taaa, zeby zarobic na kosmetyczke i fryzjera, umiejaca i lubiaca pracowac z ludzmi- taaaaaaaaa!!!!! to ostatnie jest chyba najzabawniejsze. nie o to chodzi, ze nie lubie ludzi. chodzi o to, ze wielu bliznich...nie mozna lubic. ta wieczna nieumiejetnosc podjecia decyzji... czy tylko ja umiem szybko sie decydowac??? po ostatnie - postanowilam zrobic w koncu prawo jazdy. poszlam dzis w tym celu do najblizszego OSK. to bedzie straszne. mecz polska-ekwador to bedzie przy mojej jezdzie male miki... ale co tam...
środa, 19 lipca 2006
opuchniete oczy
dzisiaj mam opuchniete oczy i szczerze dosyc wszystkiego. oj oj oj przyszly te dwa potwory z ktorymi chodze na likierek....
|